Dyskusja na temat praktykantów i stażystów, rozgorzała za sprawą Social Lama, mój głos w dyskusji wnieść może wiele. Bo kto, jak nie ex praktykant i stażysta, dodać może spostrzeżeń, które gdzieś w tym powolnym procesie zabijania „Lamy”, zeszły na drugi a może i trzeci plan.

Lama jaka jest każdy widzi, Lama jednak zrobiła coś, czego zrobić nie powinna a może po prostu nie mówić o tym głośno i wprost… Otóż praktykant, 6 miesięcy „za darmo” tyrać nie chce i nie będzie. Jednak Lama to zignorowała. No i namieszała… Jednak w gruncie rzeczy, Lama miała rację. Zostawmy jednak już to śmieszne zwierze i przejdźmy do konkretów.

Praktyki czy staż, mają ubogacić nie tylko nasze CV ale przede wszystkim doświadczenie, które może dotyczyć wielu aspektów życia. Praktyki w dziale marketingu mogą nas nauczyć, jak nieskutecznie prowadzić kampanię, jak zmarnować budżet klienta, ale możemy się również nauczyć jak samodzielnie rozwiązywać problemy czy efektywnie pracować w grupie. Oczywiście czasem jedyną umiejętnością, którą ze stażu/praktyk wynosimy, jest umiejętność parzenia kawy, jednak są to sytuacje ekstremalne.To jak spożytkujemy czas spędzony w miejscu praktyk, zależy tylko i wyłącznie od nas i naszego podejścia.

Według mnie, można mówić o dwóch grupach stażystów.
Pierwsza to taka, która ma coś do „odbębnienia”. A to muszą jakiś papierek na uczelnie wypełnić o odbytym stażu, a to do urzędu miasta, a to żeby ubiegać się o prace w wybranym miejscu…I tym samym odbębniają – z minimalnym wysiłkiem.
Ta grupa, to zazwyczaj Ci, którzy najbardziej narzekają i najgłośniej krzyczą w tych wszystkich dyskusjach, bo mają zbyt wysokie poczucie własnej wartości i zero dystansu do siebie. Takie osoby „psują” rynek pracy. Nienauczone pracy w grupie i lekceważące hierarchię społeczną, chcą od razu być na „szczycie”. Najlepiej mieć ciepłą i wygodną pozycję Menagera i nic nie robić. Niestety nie zdaje sobie sprawy, jak mylne jest to wyobrażenie.

Druga grupa to ta, która poszukuje pomysłu na siebie. Decyduje się na staż, by przekonać się czy w dane miejsce pasuje, czy jego oczekiwania, wyobrażenia, są zgodne z rzeczywistością. Tacy stażyści chętnie podejmują nowe wyzwania i nawet podając kawę pracownikowi, mogą zapytać nad czym pracuje i wiele się z tak krótkiej rozmowy dowiedzieć.

Moja przygoda ze stażami i praktykami rozpoczęła się na drugim roku studiów, kiedy to w przerwie wakacyjnej postanowiłam zrobić krok pierwszy w stronę upragnionego dziennikarstwa. Trafiłam do Gazety Krakowskiej, pod skrzydła samej Pani redaktor – Teresy Brandys.
Studia, (politologia, komunikacja społeczna) wybierałam stricte pod dziennikarstwo. Od zawsze fascynowała mnie moc słowa. Chciałam spróbować swoich sił w gazecie, by przekonać się, czy i ja jestem obdarowana umiejętnością czarowania słowem… Rzeczywistość, a raczej Pani Teresa zweryfikowała i powiedziała, że nie nadaję się na dziennikarza w jej redakcji. Mój styl bardziej jej przypominał felietony i eseje w prasie opiniotwórczej i radziła mi, bym w tym kierunku próbowała swoich sił.

Zaczytana w teksty Marka Króla, jego dowcipny styl i cięty język szlifowałam warsztat pod kątem prasy opiniotwórczej. Pomimo teoretycznej „porażki” na stażu – wyszło z tego coś dobrego. Ktoś podsunął mi pomysł, w czym mogę być dobra i jakie mam predyspozycje.

Kolejnym znaczącym stażowym wydarzeniem w mojej karierze, był staż w pewnej Krakowskiej firmie, specjalizującej się w tworzeniu narzędzi automatyzujących marketing. Był to tak zwany staż „zdalny”. Dostałam go bez rozmowy rekrutacyjnej, spotkania, nawet ani razu nie widziałam osoby przydzielającej mi zadania. Przychodził e-mail z wytycznymi i nowym zadaniem, które miałam wykonać. Taka bezosobowa forma stażu pewnie ma dla niektórych plusy, ja jednak wolę pracować z człowiekiem a nie z maszyną. I po raz drugi, z tak zwanej katastrofy wyciągnęłam lekcję, która ukierunkowała moje dalsze działania.

Przeskakiwanie z medium do medium (telewizja internetowa, radio, gazeta, portal internetowy), i coraz to nowe wyzwania, które na swojej drodze spotykałam, uświadomiły mi jedno. Nie ważne co nas spotyka na każdym stażu/praktykach, ważne NA ILE CHCEMY Z TEGO SKORZYSTAĆ. Jeżeli czujesz, że pracodawca Cię olewa – zrób coś aby wychylić nos znad ekspresu do kawy, zabłyśnij, dobrze się zaprezentuj a Twoje pomysły zostaną zrealizowane.

Przełomowym momentem dla mnie był staż w Planet PR.
Pracuje w niej do dziś i gdyby nie mój upór i konsekwencja, by spróbować sił w Agencji Public Relations, nie wiem gdzie byłaby dzisiaj. Na stażu w Planet PR nie parzyłam kawy – chyba, że dla siebie. Zdobyłam wiele umiejętności, które pozwoliły mi nie tylko wzbogacić CV ale przede wszystkim siebie, a o to przecież chodzi prawda?
Praca z fantastycznymi ludźmi, kreatywna, dynamiczna. Może to idealistyczne podejście ale znaleźć miejsce to jedno, o rozwój poniekąd musisz zadbać sam. Angażując się, robiąc coś ciekawego, spotykać nowych ludzi, i to wszystko robisz nie dla pracodawcy, nie dla wypłaty, tylko dla siebie.
Wiadomo, że „Stażysta też człowiek i żwiru nie je” cytując klasyka, jednak musisz zainwestować by później czerpać z tego profity.

Rada dla przyszłych/obecnych stażystów? Zagryź zęby przez 3,4 miesiące i wykaż się. Jeżeli zrobisz to dobrze – może uchroni Cię to od najpopularniejszego pytania po studiach… ;)