Czołowym politykiem, u którego widać kilka twarzy wcale nie jest Jarosław Kaczyński. Co by na jego temat nie powiedzieć i napisać, on zawsze jest konsekwentny. Jeżeli kogoś nie lubi, daje mu to odczuć oraz daje odczuć to innym, między innymi opinii publicznej. Czołowym pokerzystom na polskiej scenie politycznej jest Donald Tusk.

Tusk znany jest ze swojej wyjątkowej umiejętności pozbywania się swoich współpracowników i to już od początku swojej działalności politycznej: Płażyński, Olechowski, Jana Rokita.
W wielu przypadkach u Donalda Tuska mamy do czynienia ze skrajnościami. Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ główni jego współpracownicy, stają się jego oponentami.

Przykładowo relacje: Tusk-Rokita.

Panowie mówili jednym głosem do wyborów w 2005 roku i przyznawania miejsc na listach. Rokita był zbyt zajęty i nie brał udziału w przyznawaniu miejsc na listach wyborczych, z ufnością zostawił to zadanie Donaldowi Tuskowi, który zapewnił, że zwolennicy Jana Rokity dostaną tyle samo miejsc, co jego. Ostateczny
kształt list wyborczych zdziwił Rokitę, ponieważ liczba zwolenników Tuska przewyższała dwukrotnie jego. Stosunki w partii od jakiegoś czasu były napięte, Rokita był bardziej prawicową głową – dwugłowy, Tusk skłaniał się bardziej w stronę liberalizmowi. Pojawiały się sugestie, że Donald Tusk traci kontrolę nad partią i o tym, że konflikt między Tuskiem a Rokitą może doprowadzić do rozpadu władzy w partii.
Jan Rokita nie wyczuł odpowiedniego momentu i pozwolił sobie na wyrażenie poparcia kandydatury na prezydenta Krakowa – dla kandydata z PiS, profesora Ryszarda Terleckiego. Lider PO – Donald Tusk powiedział: Czynienie prezentów głównemu konkurentowi w przeddzień wyborów oceniam, jako poważny błąd. (…) Rokita to kapryśne dziecko. (…) Takim się urodził i takim pozostanie. Sprawa była tylko pretekstem do powolnego wykluczania Rokity z czołówki partyjnej. Rokita miał prawo wypowiedzieć się na temat kandydatury w mieście, w którym żyje, na co dzień i ma związek z przestrzenią, w której funkcjonuje. Chodziło jednak o to, że tym samym Rokita podważył zdanie Donalda Tuska.
Jak to się skończyło – każdy wie. W 2007 roku, Rokita ogłosił wycofanie się z życia politycznego. Decyzję tę argumentował nominacją swej żony Nelli Rokity na stanowisko doradcy prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. kobiet. Był to pretekst.

Relacje Tusk – Palikot.

Tu nie muszę wspominać, jak za czasów gdy Janusz Palikot zasilał szeregi partyjne Platformy, Donald Tusk był w jego opinii nieskazitelny. Sprawa przedstawiała się jednak tak, że „tam gdzie Donald nie może, tam Palikota pośle”. Krzyki i happeningi Palikota załatwiały wiele i odciągały opinie publiczną od spraw ważniejszych, nieco mniej krzykliwych. Na pewnym etapie Palikot podobnie jak Rokita, zdał sobie sprawę że ma dwa wyjścia. Podobnie jak Rokita – „ze sceny zejść” albo „show must go on” tylko z innym liderem. Ukłony w stronę innych partii na nic się nie zdały, ponieważ Janusz Palikot to chodzący odbezpieczony granat, nikt nie chciał brać takiej odpowiedzialności. Powstał Ruch Palikota, w którego komunikatach Donald Tusk już nie jest taki nieskazitelny…

Najnowszym obiektem zmartwień Donalda Tuska jest Jarosław Gowin.

To, że Gowin jest silną personą w partii widać było zawsze. Różnica jest taka, że dawniej robił posłusznie wszystko to co podoba się liderowi, teraz jednak zapragnął zmienić pozycję. Ze straży przybocznej na frontmana.

Gowin stwierdził, że sam wychodzić z PO nie zamierza ale…Jeżeli będę wyrzucony z Platformy, to mogę być posłem niezależnym.
Jak to z tą niezależnością jest to każdy wie, jednak nie zmienia to faktu, że historia w przypadku współpracowników Donalda Tuska lubi się powtarzać.

Ten sposób na kontrolowanie stosunków wewnątrz partii nadzwyczaj przypomina rzeczywistość polityczną, której podobno nie chcemy już ani praktykować, ba, nawet pamiętać…

Władza jest dla Donalda Tuska wystarczającą kartą przetargową by rozdawać kary i nagrody „swoim” ludziom. Jednak mam wrażenie, że jak tak dalej pójdzie – będzie rozdawał karty samemu sobie.